Świat i okolice – Rower góral i na Ural

Dominik Szmajda

Kiedy

14.09.2016
środa | godz. 18:30

Gdzie

Sala Wielka

Bilety

2zł / normalny
Emeryci, renciści, uczniowie, studenci, niepełnosprawni - wstęp wolny
Wydarzenie odbędzie się w ramach cyklu: Świat i okolice

Latem 2012 roku Dominik Szmajda udał się do północnej Rosji, a dokładnie na Ural Polarny i tundrę jamalską, aby tam… pojeździć na rowerze! Dlaczego akurat tam? W wielkim skrócie – bo jest tam pięknie i ciekawie. I bardzo egzotycznie! Nigdy wcześniej nie podróżował w kierunku północnym. Chciał przekonać się czym tak naprawdę jest tundra, wytarzać się w niej trochę i sprawdzić, czy da się po niej jechać na rowerze. Z kolei Ural Polarny to góry zupełnie dzikie i nagie, bez drzew, jak na pustyni. Ponieważ uwielbia pustynie, intuicyjnie czuł, że te zielone też przypadną mu do gustu.

W Dworze Artusa podczas bogato ilustrowanego przezroczami spotkania podróżnik zda relacje z tej niezwykłej i pełnej przygód wyprawy.

Dominik Szmajda – podróżnik, fotograf, na co dzień wydawca (m.in. Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd Kazimierza Nowaka). W ostatnich latach odbył kilka wypraw rowerowych: Maroko, Sahara Zachodnia, Mauretania, Mali (2008/2009), Libia (2009/2010) i Czad i Kamerun (2011). Laureat nagród na festiwalach podróżniczych, autor wystaw fotograficznych. Jeden z liderów projektu Sztafeta Afryka Nowaka, współzałożyciel i prezes Fundacji im. Kazimierza Nowaka.

Wróciłem piekielnie zmęczony. Ale i szczęśliwy! Już wiem, że pchać się z rowerem w tundrę nie warto. Ale warto było spróbować. I warto było złapać stopa na gąsienicach, żeby dotrzeć nad jezioro Pimisieto i poznać żyjących tam koczowników Jamału – Chantów i Nieńców, zobaczyć ich renifery, a nawet poczuć na sobie niebotyczne ilości komarów. Warto było też przedzierać się rowerem przez dzikie góry, nie tylko żeby się zmęczyć jak nigdy dotąd, ale żeby spróbować surowego lipienia, spędzić noc w kopalni chromu, zobaczyć co promienie słońca wyczyniają z pejzażem i karmić zające ze strażnikiem rezerwatu. Warto było też targać ze sobą wielką dętkę od traktora, bo nie ma to jak na koniec rowerowej wyrypy zrobić sobie kilkudniowy spływ…

Dominik Szmajda

Dominik Szmajda