2. Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy - Toruń 2010
Półfinały 25 – 26 listopada 2010
Komentuje Adam Rozlach – Polskie Radio, Program 1
Maria Włoszczowska – Polska. Bach – III Sonata C-dur BWV 1005, Beethoven – X Sonata G-dur op. 96(Elżbieta Neumann – fortepian).
Pierwszy mój kontakt z tą drugą już w Toruniu konkursową rzeczywistością, po trzech latach… Zazwyczaj czeka się na kilku następnych kandydatów aby sprawiedliwiej ocenić pierwszy występ. Wrażenia spisywałem jednak od razu, teraz się nimi dzielę. Dość gęsty dźwięk, piękny ton, czysta intonacja. Adagiopoważne. Fuga grana giętko, elastycznie i zwiewnie choć nie do końca skrzypaczka zachowała wykonawczą świeżość, zwłaszcza wtedy, kiedy pokonywała największe opory materii. Może i z tego powodu w którymś momencie opadło napięcie ? Fuga, mimo to, grana gładko i wartka w narracji. Largotrochę niepewne ale wykonane ładnym tonem. Część finałowa efektowna i precyzyjna choć z pojawiającymi się niekiedy zawahaniami i wątpliwościami. Beethoven nie zachwycił ale z czasem zwracał uwagę wieloma walorami. Wyraźnie ożywiały atmosferę skrzypcowe wejścia tematu, wtedy było wręcz kwitnąco, nb. o wiele ciekawsze były te liryczne „drugie plany”. Z początku trochę mało mi było większej wspólnoty skrzypaczki z pianistką, potem było o wiele lepiej. W wolnej części, espressivo, dużo było słodyczy, powabnego tonu, ciekawego muzykowania, nawet pewnej „gry” dźwiękiem, nadto sporo kolorów, wiele zróżnicowań wyrazowych. Scherzo żywe, zajmujące Allegro, efektowny finał. Dobry początek…
Aleksandra Szurgot – Polska. Bach – I Sonata g-moll BWV 1001, Beethoven – IV Sonata a-moll op. 23 (z Pawłem Skrowrońskim przy fortepianie).
Kiedy rozpoczęła występ od razu zwróciła uwagę większą jednolitością dźwięku ale też niestety, niemal od razu, nieczystą intonacją. W Fudze doszły do tego wyraźnego mankamentu usterki tekstowe, coraz poważniejsze i częstsze. W Sicilianie podobał mi się ładny, okrągły i często powabny ton jej skrzypiec, ładna, a nawet bardzo ładna była narracja tej wolnej i właściwie nastrojowej części. Presto zaczęła znakomicie, pewną ręką i zaraz potem błąd za błędem. Niestety. Znacznie lepsza i ciekawsza wykonawczo była Sonata Beethovena. Tu tej wspólnoty obojga wykonawców było dużo więcej niż poprzednio, przede wszystkim zaprezentowali się ciekawie wyrazowo i artykulacyjnie, prawdziwie po beethovenowsku. Dużo było energii, sprężystości, a przy tym ciepłego dźwięku, miękkiej i pięknej barwy instrumentu – co nie jest częstym u nas zjawiskiem. Dostrzegłem też, że oboje zastanawiają się nad wykonywaną muzyką. Bardzo żywe było to granie. Wiele było też muzyki w części wolnej, dobre wrażenie pozostawili również po ogniwie finałowym. Beethoven pełen energii. Podobał mi się. W przeciwieństwie do Bacha…
Rustam Saleymanov – Rosja. Bach – – I Sonata g-moll BWV 1001, Beethoven – III Sonata Es-dur op. 12 nr 3 (Tatiana Bochkareva – fortepian).
Dobry, ciekawy, nieźle rokujący początek. Jakaś największa może -jak do tej pory- jedność muzyczna wAdagio. Była dojrzałość, była głębia, był też ładny dźwięk. Gorzej z Fugą… Pojawiały się zahaczenia o inne dźwięki, nieczyste tony. I on pokonywał dotkliwie opór materii. Trzecie ogniwo dojrzałe, też zagrane ładnym dźwiękiem. W części ostatniej wiele energii ale stanowczo za dużo nie zawsze wygrywanych nut, nie zawsze czystych intonacyjnie, co zakłóciło dobry odbiór Bacha. Niezły Beethoven, grany przyjaznym dla ucha tonem, muzykalnie, słodko choć jednak w ostateczności dość sucho. Muzykowanie obojga wykonawców sprawiało wrażenie dość przypadkowego. Część wolna ładna, gładko wyrażona, z lepszą już współpracą. Z początku brakowało mi może bardziej szerokiego oddechu, muzycznej rozległości, szczęśliwie potem skrzypek w pełni zrekompensował ten niedostatek. Jeszcze lepsza była część finałowa, z obu stron: zdecydowana i pewna.
Marta Kowalczyk – Polska. Bach – II Sonata a-moll BWV 1003, Beethoven – IX Sonata A-dur „Kreutzerowska” op. 47 (z Elżbietą Neumann – fortepian).
Jakże obiecująco rozpoczęła się prezentacja Bacha – o mądrej, dojrzałej narracji, godnej tej wielkiej muzyki. Niestety niemal od razu zaczęły nam dokuczać fałszywe tony, psujące cały efekt. Podobnie było zFugą. Grała ją zdecydowanie, świetnie sobie radziła z jej meandrami i nagle znów pojawiły się błędy. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego, przy tej dojrzałości i przy takim obyciu estradowym, koncertowym… Poza tym poważnie i dobrze. Przed Andante i Finałem skrzypaczka nastroiła się. Znów myślę o powadze, o dorosłości jej narracji. Są kolory, są cienie, jest różnicowanie. Wiele się działo. Wstęp do Kreutzerowskiej dość nawet namiętny. Gra dojrzała, bez wątpliwości, przekonująca, czasami wyrafinowana, czuła, delikatna, z ładnym tonem skrzypiec. Wiele było różnych walorów. Nie byłem może zbytnio usatysfakcjonowany jakością współpracy skrzypaczki z pianistką, w takim dziele oczekuje się jeszcze ciekawszych owoców, z obu stron, ale w takich konkursowych wykonaniach bardzo często trudy przygotowań wiele tracą na wartości. Najlepsza z całości chyba część finałowa, efektowna, pewna. Duży program, prawie godzinny. Przyznam, że bardzo ładnie brzmią w tej pięknej, złotej Sali Dworu Artusa skrzypce, z każdego miejsca…
Maxima Sitarz – Polska. Bach – II Partita d-moll BWV 1004, Beethoven – VII Sonata c-moll op. 30 nr 2 (z Marcinem Sikorskim – fortepian).
Świetny pomysł na Bacha – od początku taneczny w podejściu, roztańczony w kształcie, a przy tym miękki i okrągły – nic dziwnego wszak to suita tańców. Czysta, żywa gra w Allemandzie, wartka narracyjnie wKurancie, nastrojowa w Sarabandzie, świetna Giga – technicznie choćby. W tej miękkości i okrągłości brzmieniowej skrzypaczka jakby zbliżała się do estetyki wykonawstwa historycznie poinformowanego, jak się nie dość chyba szczęśliwie tłumaczy wykonawstwo oryginalne, z dawnych epok. Ciekawe to wielce. Na koniec Partity – Chaconne. Ogromnie zaimponowało mi utrzymanie jej w tym żywym i okrągłym wyrazie, charakterze, kształcie brzmieniowym. Wyrównany ton, idealna harmonia akordów, planów, rejestrów. Nic się nie dłużyło. Był jeden newralgiczny punkt pokonywania technicznego oporu materii ale dzielnie i ambitnie akcja poszła dalej. Sonata Beethovena od początku zwracała uwagę czymś więcej niż tylko samym wygrywaniem nut. Sporo było jednak wykonawczych przerysowań, z obu zresztą stron, zwłaszcza w skrajnych częściach. Ładnie natomiast ułożono i rozplanowano wyrazowo drugie ogniwo, kontrasty i różnicowania odbywały się na małych nawet odcinkach. To była oryginalna gra, bardzo zdecydowana.
Julita Smoleń – Polska. Bach – II Partita d-moll BWV 1004, Beethoven – IV Sonata a-moll op. 23 (z pianistką Veroniką Kopjovą).
Niespodziewanie dla mnie, na koniec pierwszego dnia półfinałów odnotowałem kto wie czy nie najlepszy czwartkowy występ. Tym bardziej niespodziewany bo był to chyba jednak pierwszy mój kontakt z tą skrzypaczką. Też jak najsłuszniej zaczęła Bacha tanecznie, szczególnie piękne honory oddając królewskiej Sarabandzie. Bardzo podobała mi się żywiołowa Giga no i Chaconne – jeszcze ciekawsza od poprzedniej, jeszcze bardziej zwarta i jednolita mimo ogromności jej przestrzeni. Żadnych przerysowań, żadnych niespodzianek, żadnego trudu pokonywania technicznych barier. Grała szeroko, godnie, do tego czysto, precyzyjnie i pewnie. Jej instrument brzmiał naturalnie i szlachetnie. Wiele było kolorów, niezwykłych barw. Znakomita Partita, prześwietna Chaconne… Beethoven – szalenie energetyczny, równy w poziomie prezentacji. Bardzo ciekawa była narracja I części. Mądra, świadoma była gra, obu zresztą wykonawczyń, znakomitych. Nie tylko słuchały siebie ale i doskonale wiedziały co jest w nutach. Tu nie było żadnej gry przypadków, jakiegoś liczenia na szczęście – po prostu obie panie świetnie przygotowały się do występu, wzajemnie uzupełniając się, grając ciągle ze sobą, równo i precyzyjnie, do tego atrakcyjnie muzycznie. Do tego wyczułem jakąś dużą dozę rzadko spotykanej skromności wobec dzieła i kompozytora. Duża to była moc artystycznej satysfakcji…
Anna Filochowska – Polska – USA. Beethoven – V Sonata F-dur „Wiosenna” op. 24 (Marcin Sikorski – fortepian), Bach – I Partita h-moll BWV 1002
Bardzo zrobiło się „wiosennie” o słonecznym acz zimnym poranku. Ładne, świeże granie, ciepłe, pełne werwy. Solistka muzykalna, wrażliwa ale i barwna. W kulturalnie podanej części drugiej od razu zwróciła uwagę, kiedy tylko poszerzyła wibrację, kiedy zwiększyła skalę ekspresji. W finałowej zaś szczególnie wtedy, kiedy pokazała jak szeroko potrafi poprowadzić frazę, tonem gęstym i zdecydowanym. Jedynym chyba mankamentem było brzydkie i ostre akcentowanie, bardzo mechaniczne, jeszcze ostrzejsze u pianisty. Jedyna półfinalistka, która nie zaczęła od Bacha – wbrew zaleceniom, w końcu skrzypka – Zbigniewa Wodeckiego, nb. ulubionego piosenkarza Barbary Hesse – Bukowskiej. Bach w jej ujęciu spodobał mi się tym zwłaszcza, że od początku starała się go nie grać tylko interpretować. Żywe tańce, ożywiane i ozdabiane wariacjami. Od Sarabandy jednak zaczęły doskwierać usterki intonacyjne. Nadrabiała muzykowaniem, wykonawczą swadą, świeżością i dobrą realizacją niełatwych ogniw wariacyjnych. To ostatnie – szczególnie było atrakcyjne. Bardzo dobre wrażenie pozostawiła po sobie.
Yoon Yang – Korea. Bach – I Sonata g-moll BWV 1001, Beethoven – I Sonata D-dur op. 12 nr 1 (z Marcinem Sikorskim przy fortepianie).
Od razu słychać było piękno gry, także subtelność i dojrzałość ujęcia. Granie pełne poezji, niezwykłego brzmieniowego uroku. Fuga zagrana spokojną ręką, tak pewnie i dojrzale, jak nie udało się bodaj nikomu dotąd. Zagrana ale i do szczegółów wyreżyserowana. Absolutnie była to jedna całość – czysta intonacyjnie i technicznie, niezawodna z każdej strony. Siciliana może była trochę za bliska estetyki Adagia zaś finał, niespodziewanie, mało precyzyjny, z wieloma „zjedzonymi” nutkami ale temperatura zamknięcia – bardzo wysoka. Beethovena zagrała intensywnie i dynamicznie, z dużym charakterem. Dobre było zgranie z pianistą choć do partnerstwa – daleko. Cudowna druga część, tyle kolorów, tyle piękna brzmieniowego. Na pewno spośród dotychczas występujących ona najpiękniej wyśpiewała to, co czuje, co myśli. W finale zaś pokazała nie tylko błyskotliwość i wykonawczą fantazję ale także wiele powabu i wdzięku co nie zawsze idzie w parze, z oczywistych, wyrazowych powodów. Tu poszło. W tej części bodaj najpełniej pokazała nam jak posłuszny jej ideom i pomysłom był ślicznie brzmiący instrument. I jeszcze jeden szczegół – jej akcentowanie było bardzo ładne.
Maciej Burdzy – Polska. Bach – I Sonata g-moll BWV 1001, Beethoven – IV Sonata a-moll op. 23 (Elżbieta Neumann – fortepian).
Kiedy słuchałem skrzypka, też po raz pierwszy, przypomniałem sobie słynne powiedzenie: siła spokoju… Bardzo jest potrzebny spokój, każdej interpretacji. Kiedy opowiadał nam o swoim rozumieniu wstępnegoAdagia zauważyłem jak ładnie niósł się dźwięk jego skrzypiec, chyba tu po raz pierwszy… Ciekawie grał Bacha bo zgodnie, że tak to wyrażę, z prawami przyrody i natury, wszystko logicznie, z przypływami i odpływami… Nie miał pewnie tej subtelności co Koreanka ale nikt nie zaprzeczy, że stać go na bardzo ładne, a nawet jak w Adagio, na piękne granie. Dobra i Fuga, ciekawie uchwycona od strony formalnej. Za ostro tylko wyszły mu tylko niektóre „łamane” akordy, niepotrzebnie tak bardzo podgonił sam finał, wysokim kosztem precyzji. Siciliana czysta, ciekawa muzycznie, z wieloma ładnymi kontrastami. Grał myśląc, pytał ale i odpowiadał- łatwiej wtedy „łapie” się sens wypowiedzi, rozumie interpretację. Dobre wrażenie zepsuł finałem, z wątpliwościami intonacyjnymi oraz ze sporą wpadką techniczną. Mimo to wiele i tu było plusów, zwłaszcza muzycznych. Beethoven też pokazał jego wysoką wartość. Grał bardzo świadomie, aktywnie, także wobec pianistki, zresztą z wzajemnością. Dobre to było muzykowanie, bez żadnych przerysowań, naturalne, dojrzałe i świadome. Zwłaszcza w drugiej części, w tym bardziej subtelnym wymiarze…
Maria Sławek – Polska. Bach – III Sonata C-dur BWV 1005, Beethoven – IV Sonata a-moll op. 23 (z pianistą Łukaszem Kwiatkowskim)
Zaczęła bardzo ciemnym, altówkowym wręcz kolorem brzmienia swoich skrzypiec. Niemal w tej samej chwili nagle usłyszeliśmy coś, co wprawiło nas w osłupienie, otóż jedna z pań na widowni odebrała telefon i zaczęła rozmawiać, szczęśliwie wychodząc równocześnie z sali, otwierając wszak głośno drzwi, jeszcze głośniej je zamykając. Wierzę, że tylko niektórych wytrąciło to z równowagi, mam nadzieję, że nie solistkę. Wiadomo, że -z oczywistych powodów- niemal każdy akord do osiągnięcia na skrzypcach musi zostać „złamany” ponieważ smyczek nie jest w stanie równocześnie ogarnąć dźwięki na łukowo oddalonych od siebie strunach. Tutaj te „łamańce” skutecznie pozrywały wrażenie jakiejś ciągłości czy jedności formalnej, motywicznej, w dwóch pierwszych, kluczowych ogniwach dzieła. Do tego w Fudze doszły jeszcze spore mankamenty intonacyjne oraz ogólna niepewność poczynań. W każdym razie dużą ulgę przyniosły nam dwie kolejne, ostatnie już części Sonaty C-dur szczególnie Largo. Beethoven ciekawszy, skrzypaczka wykazała się muzyczną aktywnością we wspólnej pracy z pianistą, nie zawsze z pewnym i precyzyjnym. Całościowo jednak niewiele udało im się osiągnąć poza samą realizacją. Częste były chwile, w których działo się bardzo niewiele.
Siergiej Belozertsev – Białoruś. Bach – II Sonata a-moll BWV 1003, Beethoven – VII Sonata c-moll op. 30 nr 2, (z Łukaszem Kwiatkowskim przy fortepianie)
Zaczął nawet dość obiecująco, zwrócił uwagę intensywny i ładny ton jego skrzypiec. Ciekawe Grave, grane z jakąś myślą, opowiadające o czymś, z ciekawym rozplanowaniem treści. Niezła z początku i Fuga ale kiedy pojawiły się techniczne przeszkody, których tam nie brakuje, czar prysł. I tu pozrywały się więzy łączące całość, pojawiły się nieczystości intonacyjne, do tego wszystkiego jego skrzypce zaczęły skrzeczeć. Jeszcze najlepiej wypadło Largo ale i końcowe Allegro wzbudziło poważne wątpliwości. Beethoven niczym nie zachwycił, z obu zresztą stron. Była to gra przeciętna, nie wychodząca zbyt daleko poza szkolne jeszcze estrady. Słuchając tego pewnie młodego skrzypka (katalog nie podaje nawet wieku uczestników) zastanawiałem się czym ujął to nasze, tak przecież fachowe grono jurorów, w I etapie…
Clemence de Forceville – Francja. Bach – I Sonata g-moll BWV 1001, Beethoven – VIII Sonata G-dur op. 30 nr 3 (Marcin Sikorski – fortepian)
Pierwsze wrażenie – dźwięk najbardziej szlachetny i intensywny, skrzypce najbardziej nośne. Gra pewna, zwracająca uwagę. Zatem Adagio i Fuga – mocne i intensywne w wyrazie. Może i dlatego, niejako przy okazji, pojawiały się pojedyncze niedokładności techniczne i intonacyjne, zakończone… puszczeniem kołka jednej ze strun w samym finale Fugi, powtórzonym potem. Naciągnięcie i nastrojenie zabrało jej trochę czasu. Czy ją to speszyło ? Może wybiło z uderzenia bo zaraz potem, w Sicilianie, pojawiły się usterki ale ogólnie muzyka płynęła w niej bardzo powabnie i miękko, a brzmienie -tu zwłaszcza- promieniowało szlachetnością. Dużo było muzyki w jej prezentacji. Z przyjemnością odnotowuję udany, wirtuozowski finał. Beethoven ? Bardzo udany i ciekawy. Gra poważna, ładna, piękna. Słychać było każdy niuans, najdrobniejszy, choćby w najbardziej czarownej części drugiej. W jej grze tyle było kultury, smaku. Znów podkreślam ładnie akcentowane synkopy i efektowną grę w finale. W jej grze nie tylko słychać było logikę i wysoki wykonawczy poziom ale też artyzm ujęcia interpretowanych dzieł. Na koniec wracam do instrumentu – jest znakomitym sprzymierzeńcem jej talentu !
III Etap – przesłuchania finałowe (niedziela 28 XI – poniedziałek 29 XI 2010)
Finalistom towarzyszy Toruńska Orkiestra Symfoniczna, dyr. Mirosław Jacek Błaszczyk
Maria Włoszczowska – Polska. Beethoven – Koncert skrzypcowy D-dur op. 61. 19-letnia studentka Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie w kl. prof. Jana Staniendy
Zaczęło się od niespodziewanie dobrego i mocnego wstępu Orkiestry, nb. nie wiedzieć czemu ubranej na roboczo. Niedzielny wieczór, melomani w odświętnych szatach, solistki w okazałych kreacjach, a muzycy zespołu w różnokolorowych strojach, łącznie z dyrygentem. W życiu nie spotkałem się z czymś podobnym… Pierwsze wejście solistki, ładna, śpiewna dojrzała gra, ciepły ton, szeroki, pełny. Gra aktywna, do przodu, ciekawa muzycznie. Słychać dobre przygotowanie do występu, był spokój i wykonawcza rozwaga. To ważne w tym bodaj najtrudniejszym ze wszystkich koncercie skrzypcowym. Rozważnie i… klasycznie, chciałoby się spuentować I część ale słychać też było kolory tej muzyki. Niektóre dźwięki solistka wzbogacała lekką wibracją przez co nabierały ciekawej, robiącej wrażenie intensywności. Kadencja dobra, rozwijająca się. Może tylko brakowało większej fantazji ale przypominam to dzieło gigantyczne, na pewno nie dla nastolatków, co wyraźnie doskwierało w II części. Zanim jednak przejdę do niej odnotuję fatalne wejście instrumentów dętych w finale kadencji. Duży niesmak. W Larghetto skrzypaczka ładnie wyśpiewywała swoją partię, również i tu grając intensywnym tonem. Imponowało mi wciąż jej opanowanie, z dużą pewnością podchodziła do spełniania swoich niełatwych zadań. Jedynym może mankamentem było to, że tym spokojem niewiele wyrażała muzycznie, była to jednak trochę gra o niczym. Tu wracam do tej niebotycznej skali trudności dzieła, żeby porwać, zelektryzować słuchaczy trzeba mieć bardzo już dużo ważnych przeżyć za sobą. Maria pewnie -szczęśliwie- jeszcze ich nie ma dlatego uważam, że młodzi ludzie powinni grać koncerty, które nie stawiają takich wymagań. Koniec, kropka. Dobra część ostatnia. Dynamiczna, choć z okresowymi spadkami napięć, zawahaniami intonacyjnymi, jakby trochę za bardzo ostrożna. Znakomita ostatnia kadencja, świetnie było słychać skrzypce, jasno i szlachetnie brzmiące. Solistka do końca spokojna, uważna ale i aktywna.
Marta Kowalczyk – Polska. Prokofiew – I Koncert skrzypcowy D-dur op. 19. 19-letnia studentka Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie w kl. prof. Jana Staniendy
Gra pewna, sensowna, barwna, czysta intonacyjnie – co podkreślam z radością. Jasny, mocny, nośny instrument choć bez szczególnego piękna czy szlachetności, często nawet za mocny, wręcz agresywny. Ostro więc brzmiały pizzicata. Z drugiej jednak wyrazowej strony słychać było wiele bardzo ładnych fragmentów, fraz granych gęsto, szeroko i intensywnie. Śliczne wręcz były partie liryczne. Scherzo, druga część, bardzo nierówna, całościowo, zwłaszcza ze strony orkiestry, co nie ułatwiało zadania solistce. Początek III części zagrany został przez skrzypaczkę rewelacyjnie, jakże pięknie i zachwycająco poprowadziła cudowną, prokofiewowską frazę. I dalej grała okazale, słychać było pewność poczynań i bardzo dobre przygotowanie. Pozostawiła po sobie jak najlepsze wrażenie.
Maxima Sitarz – Polska. Czajkowski – Koncert skrzypcowy D-dur op. 35. 21-letnia studentka Akademii Muzycznej w Poznaniu w kl. prof. Marcina Baranowskiego
Od początku gra znakomicie, od początku wydaje się, że wypada najlepiej z całej pierwszej, finałowej trójki. Bardzo muzykalna. Grała szeroko i śpiewnie tak, jak powinna, tonem gęstym i intensywnym. Prowadzenie fraz, melodii – smakowite. Słychać też było gubienie drobnych nutek w wielu pochodach figuracyjnych, nie do końca też było to granie równe i czyste. Takie to było prawie dobre. Brakowało wykończenia, także wykonawczej swobody. Dobra kadencja, ślicznie wyśpiewany finał, niezłe ogólne wrażenie. Orkiestra bardzo głośna, za bardzo. Pięknie i dojrzale solistka muzykowała w II części. Przede wszystkim ślicznie śpiewała na skrzypcach, co najważniejsze w tym ogniwie, w tej rozśpiewanej jednak muzyce (w końcu była to Canzonetta). Część finałowa rozpoczęta strasznie głośno, po co ? Mimo to chyba najlepsza, był pęd do przodu, była swada. W całym już wykonaniu były momenty nadzwyczajne, bardzo ciekawe, ukazujące duży talent skrzypaczki, temperament, także wykonawcza odwagę. Z drugiej jednak strony jej gra nie wywierała jakiegoś szczególnego wrażenia, nie zostawiła jakiegoś ważnego śladu. Zastanawiałem się jak ważne było to wykonanie dla niej samej…
Julita Smoleń – Polska. Prokofiew – I Koncert skrzypcowy D-dur op. 19. 21-letnia studentka Hochschule fur Musik und Theater w Hanowerze w kl. prof. Krzysztofa Węgrzyna
Jest dylemat, czy ma to być Prokofiew tylko ostry, szorstki, chropowaty, czy także łagodniejszy, z elementami refleksji i pięknej melodyjności, których tam przecież nie brakuje. Jeden i drugi jest Prokofiewem. Kwestia wyboru. Na pewno -ogólnie- Marta Kowalczyk trzymała się tej drugiej wersji, a Julita Smoleń bardziej pierwszego wariantu, w czym zdecydowanie pomagał jej brzmiący tu w podobnej estetyce instrument, dziwnie toporny, czasami skrzeczący ale nośny i mocny. Jej gra nie miała dla mnie urody, ładności, o pięknie nawet nie wspomnę. Scherzo, niełatwe do zgrania z orkiestrą, ciągle robiło wrażenie niepewnego, nierównego, nieczystego. W ostatnim ogniwie, w wolniejszych miejscach, w których Polka wypadała korzystniej, pokazała wrażliwość i precyzję, bez uczucia większego niedosytu czy niepełności. W tym wykonaniu estetyczny związek wykonawczyni z instrumentem był wręcz przykładny…
Yoon Yang – Korea Południowa. Czajkowski – Koncert skrzypcowy D-dur op. 35. 24-letnia absolwentka Narodowego Uniwersytetu Sztuki w Korei oraz Hochschule fur Musik und Theater w Hanowerze w kl. prof. Krzysztofa Węgrzyna
Wszystko inne – nie tylko muzyka ale i jakość dźwięku… Ale to wszystko, to co piękne, odbywało się na tle warkotu silnika traktora, który właśnie zaczął kilkugodzinne odśnieżanie …zamkniętego dla ruchu Rynku, co od razu pachnie Bareją i komunizmem. Pomijam już fakt, że wiatr sam rozwiewał suchy śnieg, bez pomocy tych pługów (bo pod Dwór Artusa rzucono nawet dwa, nie jeden). Myślałem, że przejadą, odśnieżą i pojadą sobie w siną dal, ale nie, one jeździły dwie godziny, bez przerwy, i to nie po całym Rynku tylko wyłącznie pod Dworem Artusa, jakby się umówiły się, że zepsują cały drugi koncert finałowy, bo to, że zepsuły, nie ulega wątpliwości. Jest swoistym paradoksem, że organizatorom Konkursu udało się załatwić aby w czasie przesłuchań nie biły okoliczne dzwony kościelne ale już ze światem pracy kultura przegrała, i to sromotnie, nie wchodząc, jak kiedyś, w żaden sojusz… Wracam do występu Koreanki. Wszystko inne: soczysty, intensywny dźwięk, gra profesjonalna, zajmująca, spełniająca wszystkie wymogi. Czuło się duże estradowe obycie, także rutynę ale w tym dobrym znaczeniu, dającą czas na kreowanie sztuki. Gra o znamionach piękna, pełna różnych subtelności, ładnie wyśpiewana (nb. w II części na fatalnym waltorniowym tle). To było wykonanie, z najprawdziwszego zdarzenia. Wszystko było na swoim miejscu, bez wątpliwości. Wszystkie nutki wygrywane, żadnych puszczonych figur. Najciekawsza trzecia część – znakomita dźwiękowo, zagrana w dużym, robiącym wrażenie wykonawczym stylu. Choć przyznać też trzeba, że nie wszystko jej się udawało. Z początku było parę usterek, także kilka w trzeciej części, łącznie z mijaniem się z orkiestrą, do tego raz całkiem wyleciała z toru. Zakończyła swój występ pewnie i efektownie, grała brawurowo, a przy tym tak lekko i zwiewnie. Zapisałem w moim notatniku, że drugie miejsce ma murowane no bo jeszcze miała zagrać świetna w II etapie Francuzka, a kto by wtedy przypuścił, że Clemence de Forceville nie będzie potrafiła zagrać Koncertu Czajkowskiego, i że nie pomoże jej nawet instrument, który wyszedł z pracowni rodu Amatich…Tak bywa, jak uczy doświadczenie.
Clemence de Forceville – Francja. Czajkowski – Koncert skrzypcowy D-dur op. 35. 19-letnia studentka III roku Konserwatorium Paryskiego w kl. Oliviera Charliera.
Zacznę od tego, że i Francuzka grała cały Koncert nie tylko z akompaniamentem orkiestrowym ale i… traktorowym, który w II części osiągał naprawdę skandaliczne rozmiary. Od razu zaczęła z wątpliwościami, także błędami, również poważnymi. Jedynym zwracającym pozytywną uwagę walorem jej gry był piękny niekiedy kształt formowanych przez nią fraz. Nic więcej. Ciągle grała bez cienia pewności, połykała drobne nutki w licznych finałowych figuracjach części pierwszej, szwankowała też intonacja, która lubi towarzyszyć wszelkim kłopotom, których tu -o dziwo- nie brakowało, i to przez cały czas trwania występu. Jeszcze większe problemy miały miejsce w drugim i trzecim ogniwie dzieła. Odnosiło się wrażenie, jakby Clemence w ogóle nie wiedziała co ma grać, miała na przykład fundamentalne problemy z frazowaniem. Nadto słyszało się -niekiedy, w wolnym ogniwie- estetykę bardziej cygańską niż rosyjską, wiele zresztą było najróżniejszych manieryzmów. Trzecia część utwierdziła mnie w przekonaniu, że Francuzka po prostu nie zna tego Koncertu. Często się mówi, że ktoś gra po szkolnemu ale wtedy ten ktoś gra, a tu nawet nie było gry. Kompletna surowizna, raczkowanie w ciemności, do tego w akompaniamencie uroczyście pracującychku chwale toruńskiego grodu traktorów. Jej bardzo dobry instrument, który zwrócił moją uwagę w II etapie, tu często w ogóle nie wydawał dźwięków. Też widać czuł dyskomfort. Nie miałem wątpliwości, już w I części, że Konkurs wygra Koreanka. Ale, że ktoś tak nieudolnie grający jak Francuzka zostanie laureatem międzynarodowego Konkursu – nigdy bym nie przypuścił. Uważam, że każda Polka grała Koncert stokrotnie lepiej od niezwykłej skądinąd Clemence. Dobrze, że choć doceniono Marię Włoszczowską.
Adam Rozlach
Program 1 Polskiego Radia
W dniach 21 – 30 listopada br. Centrum Kultury Dwór Artusa zaprasza na 2. Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy – Toruń 2010 pod patronatem Prezydenta Miasta Torunia i Marszałka Województwa Kujawsko – Pomorskiego.
Jest to druga edycja toruńskiego Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego, skierowanego do młodych skrzypków w wieku do lat 30-stu. Przesłuchania konkursowe oceniać będzie międzynarodowe jury, składające się z wybitnych artystów i pedagogów: legendarna polska skrzypaczka prof. Wanda Wiłkomirska, prof. Tomotada Soh (Japonia), prof. Aleksander Andriejew (Rosja), Dima Tkachenko (Ukraina), prof. Marcin Baranowski (Polska), prof. Jan Stanienda (Warszawa) oraz Christoph M. Mueller (Niemcy).
Do tegorocznej edycji konkursu, jury dopuściło 29 skrzypków z następujących krajów: Białoruś, Chiny, Francja, Japonia, Korea Płd., Polska, Rosja, Ukraina, Węgry. W konkursie przyznane zostaną Trzy Nagrody Regulaminowe:
-
I Nagroda – 12 000 Euro oraz Astrolabium Mikołaja Kopernika
-
II Nagroda – 8 000 Euro
-
III Nagroda – 5 000 Euro
Zdobywcy trzech pierwszych nagród otrzymują tytuł LAUREATA Konkursu. Pozostałych trzech uczestników finałów otrzyma wyróżnienia w wysokości po 1 000 Euro każdy.
Szczegółowy plan Konkursu:
-
21 listopada (niedziela) godz. 18:00, Sala Wielka
Koncert Inauguracyjny – Recital fortepianowy w wykonaniu Pawła Wakarecego – finalisty XVI Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie
-
22 – 23 – 24 listopada w godz. 10:00 – 14:00 i 17:00- 21:00
Przesłuchania konkursowe uczestników I etapu
-
25 i 26 listopada w godz. 10:00 – 12:00 i 17:00 – 19:00
Przesłuchania konkursowe uczestników II etapu
-
28 i 29 listopada godz. 18:00, Sala Wielka – III etap Konkursu
Koncerty finalistów z towarzyszeniem Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej pod dyr. Mirosława J. Błaszczyka
-
30 listopada (wtorek) godz. 18:00, Sala Wielka
Uroczysta gala wręczenia nagród i Koncert Laureatów Konkursu z udziałem Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej pod dyr. Mirosława J. Błaszczyka
W poprzedniej edycji Konkursu, która miała miejsce w 2007 roku, laureatami zostali wybitni wirtuozi skrzypiec: Erin Keefe (USA), Artiom Shishkow (Białoruś) oraz Malwina Sosnowski (Szwajcaria), którzy w naturalny sposób stali się ambasadorami naszego miasta, koncertując na całym świecie. W swoim regulaminie dotyczącym przygotowania odpowiedniego repertuaru, Konkurs dopuszcza jedynie utalentowanych skrzypków, co gwarantuje wysoki poziom artystyczny.


